Eksperci USA sceptyczni wobec szans na ugodę z Iranem. Która strona gra na czas?
W styczniu i lutym 2026 r. Stany Zjednoczone rozmieściły na wodach Zatoki Perskiej znaczące siły zbrojne. Waszyngton chce w ten sposób wymusić, aby Teheran zrezygnował ze swojego programu nuklearnego, który ma stanowić egzystencjalne zagrożenie dla Izraela. Ajatollahowie twardo obstają przy swoim, choć według amerykańskich ośrodków eksperckich są świadomi, że operacja wojska USA jest jak najbardziej możliwa. Ryzyko eskalacji rośnie, ale obie strony mają powody, by grać na razie grać na zwłokę.
"Niemal na pewno sięgnie po rozwiązania militarne"
Jacob Olidort, dyrektor ds. badań i dyrektor ds. bezpieczeństwa amerykańskiego w America First Policy Institute, powiedział w wywiadzie dla Fox News, że prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, że chce dać szansę na rozwiązanie problemy drogą dyplomacji. "Jeśli jednak, jego zdaniem, wysiłki dyplomatyczne okażą się nieskuteczne, niemal na pewno sięgnie po rozwiązania militarne. Nieprzewidywalny jest natomiast konkretny cel i zakres działań militarnych, jakie prezydent może podjąć" – powiedział.
"A konkretnie, czy działania militarne będą stanowić nową warstwę nacisku dyplomatycznego, mającą na celu stworzenie nowej okazji do zmuszenia Iranu do spełnienia naszych żądań – siły militarnej jako dyplomacji przymusu – czy też po prostu osiągnięcia zamierzonych celów, których dyplomacja nie była w stanie osiągnąć? Niezależnie od tego, prezydent ma na swoim koncie śmiałe działania mające na celu ochronę narodu amerykańskiego przed zagrożeniami ze strony Iranu" – ocenił.
Ekspert: Zasadnicze stanowiska Iranu pozostaną niezmienne
Jason Brodsky, dyrektor ds. polityki w organizacji United Against Nuclear Iran, powiedział w wywiadzie dla Fox News, że władze w Teheranie działały do tej pory pod wpływem wielkiego złudzenia, że może Trump zacznie postępować jak prezydent Obama, z czym się przeliczył.
Brodski przyznał, że jego zdaniem w administracji jest niewielka nadzieja, iż dyplomacja przyniesie przełom. "Myślę, że w administracji Trumpa panuje głęboki sceptycyzm co do tego, czy negocjacje te doprowadzą do jakiegokolwiek akceptowalnego wyniku – powiedział.
Zamiast tego, ocenił, rozmowy mogą służyć dwóm celom. "Wykorzystują proces dyplomatyczny, aby wymusić na irańskich przywódcach podjęcie odpowiednich decyzji i zyskać na czasie, aby mieć pewność, że dysponujemy odpowiednimi środkami wojskowymi w regionie" – powiedział Brodski.
Źródło z Bliskiego Wschodu znające szczegóły negocjacji powiedziało Fox News Digital, że Teheran zdaje sobie sprawę, jak wysokie jest ryzyko wojny i jest mało prawdopodobne, aby na tym etapie celowo prowokował Trumpa.
Źródło podało jednak, że Iran nie może zaakceptować ograniczeń także w swoim programie rakiet krótkiego zasięgu, opisując tę kwestię jako niepodważalną czerwoną linię wyznaczoną przez Najwyższego Przywódcę Alego Chameneiego. Irańscy negocjatorzy nie są upoważnieni do przekraczania tej granicy, a ustępstwa w sprawie rakiet byłyby wewnętrznie postrzegane jako równoznaczne z przegraną wojną.
Źródło wskazało, że może natomiast wystąpić większa elastyczność w kwestii parametrów wzbogacania uranu, jeśli w grę wejdzie złagodzenie sankcji. Według Brodskiego, zasadnicze stanowiska Iranu pozostają jednak niezmienne.
Izrael i USA chcą obalić ajatollahów?
W Zatoce i w Cieśninie Ormuz są m.in. amerykańskie okręty wojenne i lotniskowce, w tym lotniskowce USS Abraham Lincoln i USS Gerald R. Ford. W regionie operują dziesiątki myśliwców (F-35, F-22, F/A-18), samoloty wsparcia i tankujące, systemy obrony powietrznej oraz jednostki logistyczne.
W reakcji na groźby Waszyngtonu władze Iranu ostrzegły, że jakiekolwiek działania przeciwko jego terytorium spotkają się z "zdecydowaną" odpowiedzią, a wszystkie amerykańskie obiekty wojskowe i bazy USA w regionie mogą zostać uznane za cele.
Na przełomie grudnia i stycznia w Iranie wybuchły antyrządowe protesty, które zostały krwawo stłumione przez reżim. Zdaniem organizacji broniących praw człowieka, wojsko i siły bezpieczeństwa zabiły co najmniej 6 tys. ludzi, choć niektóre źródła podają liczbę aż 30 tys. ofiar. Teheran o podsycanie protestów oskarżył Tel Awiw i Waszyngton.
Analityk geopolityki Leszek Sykulski oceniał wówczas, że trwające protesty wpisują się w koncepcję polityczną Izraela doprowadzenia do zmiany systemu rządów w Islamskiej Republice Iranu. Chodzi o odwrócenie skutków rewolucji islamskiej z 1979 roku, kiedy władzę objęli ajatollahowie. W jego ocenie Izrael właśnie przygotowuje się do kolejnej fazy działań zapoczątkowanych w czerwcu, kiedy przeprowadzona została operacja militarna "Wschodzący Lew".